
Choć recenzja tych rajstop pojawiła się już stosunkowo niedawno, prawda jest taka, że mam je najdłużej ze wszystkich modeli – od samego początku tworzenia rankingu marek rajstop. I mimo upływu czasu, Marilyn Prestige Line wciąż robią na mnie takie samo wrażenie, jak przy pierwszym założeniu – a może nawet większe.
To, co od razu rzuca się w oczy (i w dotyk!), to ich aksamitna, jedwabiście matowa struktura. Są delikatne, ale nie przesadnie cienkie – mają w sobie to idealne wyważenie między elegancją a trwałością. Co ważne, nie posiadają widocznych wzmocnień na palcach, co sprawia, że świetnie prezentują się w odkrytych butach i dodają lekkości całej stylizacji.
Prawdziwym wyróżnikiem jest jednak manszeta, która przypomina wykończenie w wysokiej jakości pończochach – subtelna, ale doskonale trzymająca rajstopy na miejscu. Nadaje całości nie tylko funkcjonalności, ale i odrobiny luksusu, który naprawdę czuć na skórze. Manszeta nie wpija się w ciało, nie roluje, a jednocześnie wygląda bardzo estetycznie.
Podsumowując – Marilyn Prestige Line to rajstopy, do których się wraca. To nie tylko świetny produkt – to małe doznanie luksusu w codzienności. Idealne na ważniejsze wyjścia, wieczorne spotkania, ale też wtedy, gdy po prostu chcesz poczuć się dobrze w tym, co masz na sobie. Zdecydowanie jedna z najmocniejszych pozycji w mojej szufladzie.




















Nigdy, przenigdy nie miałam
ogromny plus, czego w sumie nie spotykałam wcześniej to…ZAPACH! no mają charakterystyczny zapach, mi się kojarzy z pudrem. Oczywiście bardzo miłe w dotyku, gładkie, bez uszkodzeń. Bardzo dobrze je się zakłada i na nodze wyglądają świetnie. W ogóle nie rzucają się w oczy, jakoś tak potrafią wkomponować się w skórę. Dlaczego wybrałam akurat te? Jasne, bo pora roku 


rajstopy bez klinu oraz bez zgrubien na palcach…stąd też obawa, że szybko mogą zakończyć swój żywot, choć będę bardzo się starać, żeby było inaczej! Czy polecam? Oczywiście! Raz na jakiś czas można zaszaleć







